OBORNIKI ŚLĄSKIE  Wyprawa pod patronatem burmistrza
„Z OBORNIK ŚLĄSKICH NA EUROPEJSKIE SZCZYTY"

Ksiądz Grzegorz Skałecki z parafii p.w. Św. Judy Tadeusza w Obornikach Śląskich we współpracy z burmistrzem Pawłem Misiorkiem już po raz drugi organizuje wyjazd w Alpy. W zeszłym roku siódemka śmiałków zdobyła najwyższy szczyt Europy - Mont Blanc. W tym roku ta sama grupa przymierza się do zdobycia Grossglocknera, najwyższego szczytu Austrii.

W ulotce informującej o wyprawie można przeczytać, iż wejście na Grossglockner ma kilka celów. Jednym z nich jest symboliczne wejście na szczyt pierwszego maja, w dniu, w którym Polska staje się pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Drugi cel to promocja miasta i gminy Oborniki Śląskie w Europie. Trzeci cel - poszukiwanie wartości duchowych - jest najbliższy księdzu Skałeckiemu.
- Wyprawę na Mont Blanc wspominam przede wszystkim jako wspaniałe rekolekcje - uśmiecha się.
To było wielkie wyzwane: Mont Blanc wznosi się przecież na wysokość 4807 metrów n.p.m. Grzegorz Skałecki przez dwa miesiące biegał, by móc kondycyjnie sprostać wyczerpującej wspinaczce. Choć zdobywanie górskich szczytów jest jego pasją od czasów licealnych, ta wyprawa była pierwszą tak trudną. Pozostali uczestnicy też dopiero stawiali pierwsze kroki we wspinaczce wysokogórskiej. Tylko jeden z nich miał doświadczenie. Pojechał jako przewodnik.
- Momentami było bardzo ciężko. Powyżej czterech tysięcy metrów organizm odmawia posłuszeństwa. Większość z nas miała wszystkie objawy grypy: gorączkę, bóle mięśniowe, mdłości, brak łaknienia - wspomina ksiądz. - Jeśli do tego dołączyć silną apatię, nic dziwnego, że ostatni odcinek drogi był najtrudniejszy.
Ale poradzili sobie: 11 czerwca 2003 siedem osób stanęło na „Dachu Europy".
- Na szczycie można poczuć bliskość Boga - zamyśla się ksiądz. - Poza tym to niewiarygodne uczucie mieć świadomość, iż jest się w najwyższym miejscu w Europie!
Kilkudniowa wspinaczka z ponad dwudziestokilogramowym plecakiem wymaga nie lada siły. Gdzieś trzeba przecież zmieścić „szturmowe jedzenie", jak ksiądz mówi o wysokokalorycznym pożywieniu.
- Ten ciężar czuje się tylko przez dwa dni. Trzeciego dnia się już nie czuje nic. A kiedy szóstego zdejmie się plecak, można mieć wrażenie, że brak nam jakiejś części ciała - wyjaśnia.
Najwięcej mówi o duchowym wymiarze wspinania się po górach.
- Stawanie oko w oko z tak potężnym żywiołem uczy wielkiej pokory. Nieskażony cywilizacją majestat górskiego krajobrazu pokazuje nam, jak bardzo jesteśmy bezbronni... - opowiada duchowny. - Przezwyciężanie własnych słabości daje wielką wewnętrzną siłę. A przebywanie w grupie w tak trudnych przecież warunkach pokazuje, jacy jesteśmy naprawdę. Poznajemy siebie lepiej. Siebie i swoje granice...
Aż ciśnie się na usta stwierdzenie, że ksiądz Grzegorz jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. W końcu nie przez przypadek nosi nazwisko Skałecki...

Justyna Pobiedzińska
„Nowa" Gazeta Trzebnicka, nr 2004 - 16